Czuję taką, taką samotność w tłumie, chociaż wszyscy się mną interesuję i ciągle pytają .. ale to nie to , ta samotność wymyka się z mojego wnętrza, wychodzi na brzask dnia, choć jest nie zauważalna, ja ją odczuwam i brnę w ten nieprzebyty las kłamstw..
Znalazłam szczęście, chyba, nie jestem do końca pewna, jestem od niego bardzo uzależniona, potrzebuję go do normalnego funkcjonowania i ogólnego bycia, ale nie mam pewności, że to właśnie to czego szukam .. ta droga wymyka mi się spod stóp i boję się tych meteorów które brną w dół, w postaci tych złych, bezlitosnych ludzi, którzy chcą nas zniszczyć..
Szukam tej drogi we mgle, ale niedorzeczność ciszy naszych ciał i serc, rozbraja mnie totalnie, na całego..
bo za kryształową ścianą słów kryje się coś, czego nie jestem w stanie zrozumieć, co mnie przerasta.. może dlatego, że nie jestem tak dojrzała, żeby to pojąć, albo nad zwyczajniej nie chcę.
Śmierć .. odnośnie jej, miałam dzisiaj okropny sen .. przebudziłam się około 2 i zaczęłam go analizować i nad nim myśleć .. był poranek, śliczny, świetlisty poranek, słońce wschodziło, a ja z jakimś mrocznym typem poszłam się przejść, on prowadził .. słuchając w słuchawkach comy, brnęłam za nim, niczym zahipnotyzowana mała dziewczynka, która była pewna, że plan jest niedorzecznie idealny ( która pragnie mieć tylko prześwietlone oczy neonami i tęczowe włosy, w swoim wspaniałym, banalnym świecie .. ). Szliśmy wzdłuż lasu, polną ścieżką, w dłoniach każdy z nas trzymając siekierę z czerwoną rączką. Wyglądać, wyglądało to za pewnie okropnie- rozczochrane włosy, rozmazany tusz w koło oczu, wymięta koszula nocna i słodkie, kolorowe buciki. Zauważając na torach dwóch mężczyzn, którzy zawzięcie się ze sobą bili, aż do krwi, od razu schowałam się za drzewo i stanęłam bez ruchu. Lecz ten, który mną kierował, podszedł do mnie i pociągnął za sobą. Ja bez próby sprzeciwu, dałam sobą manipulować, choć wiedziałam, że czeka nas niebezpieczeństwo. Nie zastanawiałam się wtedy po co była mi ta siekiera, zachowywałam się zupełnie naturalnie, a teraz wydaje mi się to bynajmniej dziwne. Szliśmy w stronę torów. Pamiętam, leciało wtedy 'Lśnienie'. Byłam uśmiechnięta i nie czułam niczego.. totalna obojętność. Wtedy ten mroczny facet podszedł do stojącego w samym centrum torów człowieka, zaciskając w pięści czerwoną rączkę morderczego narzędzia. Ogromny, cały zakrwawiony i zdeterminowany koleś, zaczął bić mojego partnera tej wyprawy belką drewna, ale jego to wcale nie ruszało, totalne zero, brak reagowania na ból.. Oburzona i roztrzęsiona ja, podbiegłam i zaczęłam zabijać tego pana uderzeniami w tył głowy .. pełno krwi, krzyku i bólu.. zwinął się ostatni raz, upadł, a ja za jednym pociągnięciem wydobyłam z niego ostrze i zaczęłam gonić jego uciekającego towarzysza. Był pełen lęku.. Krzyczał tylko ' proszę nie ' , ale mimo to, mimo próśb, załatwiłam go tak jak poprzednika.. Obaj leżeli tacy martwi na torach, a my triumfowaliśmy nad nimi, czuliśmy wyższość i potęgę. Zostawiając ich tam .. wracaliśmy tą samą drogą co poprzednio z jeszcze większym uśmiechem na twarzy..
Chory sen , pierwszy raz wydawało mi się, że mogłabym kogoś pozbawić życia, tak po prostu, bez żadnych przyczyn. Byłam wtedy jeszcze taka wesoła , ehh, nie zrozumiem nigdy, ale zostawię po drodze niepotrzebny krzyż i pójdę dalej po nieskończonych drogach życia..
To ostatnia z dróg .. idę sobie zrobić kawę, może lepiej się poczuję, trochę wzmocnię..
Szymon napisał,nie chce mi się tego wszystkiego tłumaczyć, może powinnam pokazać mu tego bloga, ale się boję, że będzie na mnie zły, że ukrywam przed nim te wszystkie emocje, ale robię to tylko po to, by nas uchronić.
Zdecydowanie już mi lepiej, dobrze jest tak czasem to wszystko, bez żadnych konsekwencji, z siebie ulotnić, podzielić się z tym tak naprawdę z nikim.
Idę po tą kawę, pożegnam się swoim zdjęciem, no to cześć ;3











