Ból... Ból i niemoc. Splątane w koszmarnej kołysance ludzkich odczuć,będące przestrogą i drogą od której ucieka się jak najdalej można .. i widać tylko horyzont mniemanego szczęścia, który choć tak bliski, coraz bardziej się oddala..
.Życie, ulotne,kruche, krótkie, zagubione w niezłomnej rzeczywistości ciągłego pośpiechu... ale to i tak prowadzi do śmierci. Upływający czas nie zna litości, łuska nas swoimi mrocznymi dłońmi i tylko czeka na jakiekolwiek potknięcie, chce nas złapać, unicestwić w sobie,już nigdy nie oddać .. nie dać tej szansy na powroty. Waży się ryzyko, zasnąć na wieczność? czy może trwać dalej, tylko po to, żeby wieczny sen przyszedł później?
Jak być odważnym? nie da się .. ta ciągła monotonna myśl, czemu odczuwam samotność wśród ludzi? nieraz mam takie momenty,że nie czuję tego wszystkiego.. nie mam w sobie żadnych chęci, by chcieć coś zmienić, zainteresować się czymś, czy może pokazać innym, że mi zależy. Przeszywa mnie wtedy taka nicość .. nie obchodzą mnie losy ani odczucia innych .. jest mi źle, cholernie źle. I potrzebuję tylko snu, ale nie mogę. Jeszcze nie teraz. Dzień nadal trwa, a ja razem z nim. Marzę o ukojeniu, odpoczęciu od wszystkiego co mnie otacza. A moim ratunkiem są myśli. One dają mi szansę wyrażenie siebie w innej odmianie, tam mogę się poczuć jak tylko chcę, to ja ustalam zasady.. lecz po chwili się ocknę..i ... znowu witam rzeczywistość, szarą, ponurą i nudzącą mnie rzeczywistość... zabierz mnie !
I choć zaraz zbudzi mnie szary świt .. ja chcę, chcę odnaleźć ten sens stworzenia, zrozumieć i postarać się żyć jak każdy inny w tym zamkniętym od strachu i bólu świecie... I nurtuje mnie jedno .. skąd ten pośpiech,by dorastać? przecież później, wcale nie będzie lepiej .. wręcz przeciwnie. Teraz, zdaje się beztroskie życie, choć nie do końca, bo niemoc w rozwiązywaniu dolegliwości i upadanie przez ten brak wszystkiego.. czyli jednak nie jest ono takie beztroskie. A te listki drzew za oknem, nadal się kołyszą.. trwają cały czas, starają się nie upaść, nie opuścić gałązki i nie spaść na ziemie, gdzie czeka je maltretowanie i masakrowanie .. ale przecież nie będą czuć już nic. Będą martwe.. zwykła gałązka daje im środki do życia, jest ich matką, kieruje nimi...
Otwiera się szeroka droga, ale raczej nie dla mnie. Nie widzę powodów, po co miałabym nią iść.. To może przez te niepożądane myśli, klęskę wiary, fale strachu... które mnie nawiedzają i odbierają energię do życia i dalszej walki o bycie. I wtedy dumnym krokiem idę bez twarzy, nie patrzę na nic. Staram się tylko nie zwracać na siebie uwagi, żadnych pozorów. Udawać siebie,być jak ja.
Czasami wolę być zupełnie sama ... odizolować się, zostać ze sobą, chociaż tak na chwilkę. Dumać nad tym światem, w którym miłość umiera, zanika..
Potrzebuję odpoczynku, zatrzymania i chwilowego unicestwienia. Czuję wielki strach .. strach przed życiem. Nie wiem jak mam się zachowywać, żeby było dobrze.. zawsze coś nie tak .. ale niczego nie będzie żal !
Umieram wewnętrznie .. czuję promieniujący ból w całym moim wnętrzu. Kocham .. ale nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Muszę leczyć się na ból i strach .. nie dać ponieść mną komuś innemu, muszę to zrobić ja i tylko ja ! Szymon i Natalia mi pomagają .. ucieknę kiedyś do tego ciemnego domu, w którym falują świetliste cienie .. I BUUUUM !




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz